Batman

Kwiecień 20, 2010

Batman

Bruce Wayne jest tylko jeden – i jest nim Michael Keaton. Niedawno odświeżyłem sobie burtonowskiego Batmana w wydaniu na blu-ray. Pamiętałem ten film, jako dość kiczowaty, ale to młodzieńcze wspomnienia i chyba bardziej odnoszące się do drugiej części. Niedawno taki wielki był szał na Mrocznego Rycerza, jakie to niby mądre było i realistyczne, z przesłaniem i niewiadomo czym jeszcze. Dla mnie zaś nudne i charakterologicznie sztuczne, a już na pewno nie realistyczne. Zachwyt nad Heathem Ledgerem w roli Jokera… czy Jack Nicholson był gorszy? Bynajmniej.
Bruce Wayne w Batmanie jest intrygujący, można by rzec czarujący, to autentyczna postać, której nie da się nie lubić. Ma swoją mroczną stronę… mrocznego rycerza, haha, w postaci Batmana.

Jako „człowiek nietoperz” mierzy się z przestępczym światkiem i nie ma w nim skrupułów, mści się też za śmierć swoich rodziców, jest gotów zabić każdego, kto stanie mu na drodze. Nie ma w nim nic ze sztucznego superbohatera, który ani na moment nie pomyśli, by zabić swojego przeciwnika, jakiegoś podłego rzezimieszka, jak to miało miejsce w Mrocznym Rycerzu (bardzo mroczny… nikogo zabić nie potrafił).

Po drugiej stronie zaś Joker grany przez Jacka Nicholsona. Odzwierciedlenie współczesnego mafioso, gangster z krwi i kości dążący do władzy… zupełnie niepodobny do głupkowatego clowna, choć świetnie zagranego, z Mrocznego Rycerza. W tle zaś mamy Gotham, miasto choć wyglądające inaczej, przekolorwane, jak często u Tima Burtona, chociaż odzwierciedlające współczesne, chciwe, społeczeństwo.

Chociaż obrazowo Batmanowi dalej do realizmu od Mrocznego Rycerza, jest bardziej prawdziwy i naturalny przez głównych bohaterów, w charakterach których widać różne odcienie szarości, a nie jedynie czerń i biel.

Na deser zaś zostaje muzyka, która zapada w pamięci na lata oraz piękna Kim Basinger.

Podobne Wpisy

    Zostaw odpowiedź