Księga ocalenia – The Book of Eli

February 25, 2010

Księga ocalenia

O post-apokaliptycznym świecie filmów było bez liku. Przerabialiśmy „Mad Maxa” z Melem Gibsonem, ostatnio popularną choć marną serię Resident Evil. Niedawno obejrzeć mogliśmy również „Jestem legendą” z Willem Smithem.

„Księga Ocalenia” braci Hughes na podstawie scenariusza Garego Whitta niedawno trafiła na ekrany kin. Czy i tym razem trafił nam się kicz z biegającymi po ekranie komputerowymi potworkami? W końcu imponująca obsada w postaci Denzela Washingtona oraz Garego Oldmana świetnie wspieranych przez młodą Milę Kunis (znana z roli Mony Sax w Maxie Paynie) nie gwarantuje od razu dobrego filmu.

Na zadane przed chwilą pytanie od razu od powiem – całe szczęście NIE. „The Book of Eli” – już nie chcę się czepiać tłumaczenia, to film zdecydowanie godny polecenia i wart wydanych w kinie pieniędzy. Nie uświadczymy tu żenujących postaci generowanych komputerowo, szlachetnego bohatera w pojedynkę ratującego świat. Otrzymamy za to dawkę mocnych wrażeń, drogę człowieka, który ma swój cel i bezwzględnie stara się go osiągnąć. Nie ma w nim krzty bohatera romantycznego. A co Eli tak właściwie robi? Niesie księgę, która według niego posiada moc mogącą uratować ludzkość. I nie ważne czy to ma sens, czy jest to prawda, ważne, że nasz filmowy bohater w to wierzy. Wierzy i ta wiara daje mu siłę by walczyć o osiągnięcie celu, by nie poddać się w swej drodze. Z drugiej zaś strony trafiamy na równie zdeterminowaną postać, Carnegie granego przez Oldmana, dla której księga będąca w posiadaniu Eliego jest narzędziem władzy i kontroli nad ludźmi i nie spocznie, póki jej nie zdobędzie. Tyle jeśli chodzi o fabułę, nie będę zdradzać więcej. Chciałbym na koniec podkreślić wizję wykreowanego świata, zniszczonego w skutek jakiegoś nieznanego kataklizmu. Bo i nie o sam kataklizm chodzi, a jego następstwa. Ubodzy, bezwzględni ludzie walczący o każdą rzecz, która wydawać by się mogła w naszych czasach bezużyteczna. Nikt nie marzy tu, by ratować świat, każdy chce ratować siebie – chce przetrwać. „Księdze ocalenia” towarzyszy świetna, budująca nastrój muzyka oraz kapitalne zdjęcia niekiedy przypominające stare dobre westerny.

Oczywiście film nie jest pozbawiony wad, szczególnie w scenariuszu, co bardziej wybredni z Was nie kupią motywu drogi bohatera granego przez Denzela Washingtona, a wtedy można powiedzieć, że film jest o niczym. Ale moim zdaniem to najlepszy post-apokaliptyczny film od wielu, wielu lat.

Biegnijcie więc do kin, póki jeszcze Eli na Was czeka, według mnie nie pożałujecie.

Podobne Wpisy

Zostaw odpowiedź