Predators
July 28, 2010
Predators
Kultowego kina przerabiania na papkę ciąg dalszy. Co prawda tym razem było nieco lepiej niż w przypadku Alien versus Predator, czy Alien versus Predator: Requiem, no ale… Predators i tak pozostają marną kopią pierwszego Predatora.
Miałem co prawda nadzieję, że Robert Rodriguez wie co robi. W końcu tyle opowiadał o swojej wizji filmu obmyślonej już ładnych parę lat temu. Na ekranie jednak tego widać nie było. Chociaż sam pomysł na film zły nie był, to scenarzyści Alex Litvak i Michael Finch (kim w ogóle oni są?) zmarnowali go całkowicie.
I tak mamy film, który aż do przesady czerpie z pierwszego Predatora. Pułapki na bestie z kosmosu, sceny walki mające nam często chyba przypominać, że Predator, to jest fajny film. Szkoda, że Predators najlepsze co ma z pierwowzoru, to muzykę. Bohaterowie totalnie bez wyrazu, zachowujący się często niedorzecznie (w pewnym momencie dowiadujemy się, że jeden z bohaterów wie jak nie dać się zauważyć obcym, ale i tak nikt się do tego nie stosuje przez większość filmu – lepiej dać się zabić). Przy tym nie okazujący specjalnie strachu. A przecież nie tylko nasi bohaterowie spotkali się z wrogiem przekraczającym ich wyobrażenia, ale i znaleźli się na obcej planecie. Widać byli o wiele twardsi od komandosów dowodzonych przez Schwarzeneggera swego czasu. Nie wspominając już o Adrienie Brodym, który swą muskulaturą przewyższa majora Dutcha, a szybkością bije na głowę Predatory (pewnie dlatego z taką łatwością okładał jednego po łbie). Przy tym gra, wybaczcie spoiler, zimnego drania, który na końcu okazuje się romantycznym mięczakiem. Litości…
Tak więc jeśli nie widzieliście jeszcze Predatora – tup tup do wypożyczalni po oryginał z Arnoldem. Jeśli zaś widzieliście – pozostańcie przy tym co do tej pory.
No, ostatecznie nie jest to tak zły film jak się wydaje z tego opisu. Jeśli macie wysoką tolerancję i przeżyliście obie części AvP nie wychodząc z kina, to Predators jest dla Was.
Zostaw odpowiedź