Incepcja

Wrzesień 1, 2010

Incepcja

Christopher Nolan ma zaskakujący dar bajerowania widza. Patrząc na oceny chociażby Mrocznego Rycerza, czy najnowszej Incepcji utwierdzam się tylko w tym przekonaniu. Oczywiście można lubić różnego rodzaju filmy, ale ktoś oceniający np. Niezniszczalnych wysoko, był świadom, że idzie na kino nastawione w 100% na akcję.

U Nolana jest inaczej. Niby ambitny, niby inteligentny i niby idziemy obejrzeć film, który ma nas poruszyć i zaintrygować, więc i poprzeczka jest ustawiona gdzie indziej.
I tej poprzeczki Nolan kolejny raz nie sięgnął. Od czasów Memento coraz słabiej. A obecna w kinach Incepcja ku memu zdziwieniu oceniana jest jako film niemal wybitny, a jest …no właśnie czym?

Historią science-fiction, opowiadających o ludziach mogących we śnie podróżować w umysłach(snach) innych osób i odkrawać ich różne tajemnice, poznawać sekrety dusz. Co by nie mówić, film zrealizowany jest na najwyższym poziomie, ze świetną grą aktorską – szczególnie podobał mi się Leonardo DiCaprio i Marion Cotillard.

Wracając jednak do fabuły, ten niby wybitny film nie oferuje żadnej rozrywki intelektualnej. Siedząc w kinie już w połowie seansu, jeśli nie wcześniej, znałem zakończenie. Dodatkowym rozczarowaniem okazało się tak naprawdę nie zrealizowanie owego zakończenia, bo i brakowało w tym filmie jakiejś ciekawej pointy, czy zawiązania historii. Niby to film o facecie, który stracił przez „zejścia” do snu żonę i mógł ją oglądać tylko śniąc (w projekcjach własnego umysłu), ale i tak problem tej miłości i trudnego rozstania męża z żoną zszedł na daleki plan, bo filmowi bohaterowie biegali i strzelali przez większość filmu (a jednak to nie kino akcji typu Niezniszczalni), by w końcowym efekcie okazało się, że to tylko taki wypełniacz filmowy był… zresztą bardzo długi, bo 152 minutowy.

Jeżeli ktoś lubi filmy Nolana, pewnie wyjdzie z kina szczęśliwy. Jeśli zaś ktoś oczekuje czegoś nowego, a nawet jeśli wtórnego, to nakręconego tak, by przeżyć dreszczyk emocji i chociaż przez chwilę intelektualnej rozrywki związanej z opowiadaną historią, ten się rozczaruje i zmęczy, bo ten film, oferując tak mało rozbudowaną fabułę nie powinien być dłuższy niż 100 minut.

Cóż, może pseudointelektualny Nolan jest jednak intelektualnym wyzwaniem współczesnych kinomanów?

Machete

Sierpień 4, 2010

Najpierw był fake trailer. Teraz już na poważnie Rodriguez i jego Machete. Oby nie zawiódł…

YouTube Preview Image

… bo jest na co czekać. Hell yeah! Zapowiada się rok dwóch przekoazckich filmów akcji.

Predators

Lipiec 28, 2010

Predators

Kultowego kina przerabiania na papkę ciąg dalszy. Co prawda tym razem było nieco lepiej niż w przypadku Alien versus Predator, czy Alien versus Predator: Requiem, no ale… Predators i tak pozostają marną kopią pierwszego Predatora.

Miałem co prawda nadzieję, że Robert Rodriguez wie co robi. W końcu tyle opowiadał o swojej wizji filmu obmyślonej już ładnych parę lat temu. Na ekranie jednak tego widać nie było. Chociaż sam pomysł na film zły nie był, to scenarzyści Alex Litvak i Michael Finch (kim w ogóle oni są?) zmarnowali go całkowicie.

I tak mamy film, który aż do przesady czerpie z pierwszego Predatora. Pułapki na bestie z kosmosu, sceny walki mające nam często chyba przypominać, że Predator, to jest fajny film. Szkoda, że Predators najlepsze co ma z pierwowzoru, to muzykę. Bohaterowie totalnie bez wyrazu, zachowujący się często niedorzecznie (w pewnym momencie dowiadujemy się, że jeden z bohaterów wie jak nie dać się zauważyć obcym, ale i tak nikt się do tego nie stosuje przez większość filmu – lepiej dać się zabić). Przy tym nie okazujący specjalnie strachu. A przecież nie tylko nasi bohaterowie spotkali się z wrogiem przekraczającym ich wyobrażenia, ale i znaleźli się na obcej planecie. Widać byli o wiele twardsi od komandosów dowodzonych przez Schwarzeneggera swego czasu. Nie wspominając już o Adrienie Brodym, który swą muskulaturą przewyższa majora Dutcha, a szybkością bije na głowę Predatory (pewnie dlatego z taką łatwością okładał jednego po łbie). Przy tym gra, wybaczcie spoiler, zimnego drania, który na końcu okazuje się romantycznym mięczakiem. Litości…

Tak więc jeśli nie widzieliście jeszcze Predatora – tup tup do wypożyczalni po oryginał z Arnoldem. Jeśli zaś widzieliście – pozostańcie przy tym co do tej pory.

No, ostatecznie nie jest to tak zły film jak się wydaje z tego opisu. Jeśli macie wysoką tolerancję i przeżyliście obie części AvP nie wychodząc z kina, to Predators jest dla Was.

Cinema City popiera piractwo

Czerwiec 9, 2010

Cinema City

My toruńscy kinomani pozdrawiamy Cinema City Toruń i gratulujemy starań sprzyjających piractwu.

Dlaczego „Człowiek, który gapił się na kozy” pokazywany jest w Cinema City w Bydgoszczy, a w Toruniu już nie?

Dlaczego „Green Zone” nie można w ogóle obejrzeć w Cinema City (Tak samo było ze „Star Trekiem”)?

I cóż mają począć kinomani w mieście skazanym na jedno kino?

The Expendables

Czerwiec 1, 2010

Z okazji dnia dziecka, dla wszystkich wychowanych na filmach akcji.

The Expendables – trailer! :)

YouTube Preview Image

Czego więcej chcieć?

Książę Persji – Piaski Czasu

Maj 26, 2010

Książę Persji - Piaski Czasu

 

Chociaż Jerry Bruckheimer ma swoim producenckim dorobku poważniejsze filmy takie jak Helikopter w ogniu i Karmazynowy przypływ, to słysząc jego nazwisko nastawiamy się na akcję, przygodę i humor w każdym kolejnym przeboju kinowym. Drogie, zwariowane produkcje Bruckheimera znamy wszyscy, że wspomnę tylko takie jak Top Gun, Gliniarz z Beverly Hills, Bad Boys, Twierdza, Król Artur, czy trylogię Piratów z Karaibów.

Tym razem amerykański producent podjął się realizacji filmu na podstawie gry komputerowej. Dotychczas niewdzięczny temat, który wychodził bokiem Hollywood. Trudno wskazać jakiś dobry film na podstawie gry i chyba jedynym dotychczas przyzwoitym dziełem okazał się Hitman i może Resident Evil.

Książę Persji – Piaski Czasu w reżyserii Mike’a Newella, znanego chociażby ze świetnego Donnie Brasco, być może odmieni losy filmów na podstawie gier komputerowych.

Prince of Persia: The Sands of Time okazał się fantastycznym filmem przygodowym. Ma wszystko to, czego oczekiwałbym od takiej produkcji. Przyzwoitą fabułę, dobre efekty specjalne, dynamizm i dobry, jeśli nie bardzo dobry humor. Nie jest to co prawda tak magiczna i przebojowa produkcja jak Piraci z Karaibów: Klątwa Czarnej Perły, niemniej Bruckheimer z Newellem nie zawiedli i świetnie wykorzystali temat zaczerpnięty z gry.

Zaznaczę przy tym, że jako gracz nie mam co do filmów na podstawie gier wymagań, by dokładnie je odwzorowywały, pokazywały taką samą fabułę itp. Chcę się bawić śledząc podobne przygody głównego bohatera oddające pewną atmosferę i klimat gier. Także jako gracz nie zostałem zawiedzony przez Piaski Czasu.

A o czym opowiada sam film? Śledzimy losy Dastana (Jake Gyllenhaal), który z sieroty stał się przybranym synem Króla Persji Sharamana. Następnie, dorosły już książę, wraz z dwoma braćmi i wujem (Ben Kingsley) stojąc na czele armii perskiej atakuje święte miasto Alamut. Tuż po zdobyciu miasta w rodzinie królewskiej dochodzi do zbrodni. Oskarżony o zabójstwo ojca Dastan ucieka wraz z księżniczką Alamutu, Taminą (Gemma Arterton). Dlaczego i przez kogo król został zabity? Dlaczego księżniczka podbitego miasta wyruszyła w drogę z Dastanem? W reszcie jak ważny jest tajemniczy sztylet znaleziony w Alamucie przez Dastana? Na te wszystkie pytania znajdziecie odpowiedzi oglądając Księcia Persji.

A ja tym czasem mam nadzieję, że Piaski Czasu doczekają się kontynuacji… oraz, że Legendary Pictures nakręci równie dobry film na podstawie bestsellerowej gry Mass Effect.

Robin Hood

Maj 21, 2010

Robin Hood

Muszę przyznać, że Ridley Scott jest jednym z moich ulubionych reżyserów. Mający w dorobku takie filmy jak Obcy, Blade Runner, Thelma & Louise, Gladiator, Helikopter w Ogniu, czy American Gangster starszy z braci Scott postanowił odświeżyć nam legendę o Robin Hoodzie.

I tym razem w obsadzie znalazł się Russell Crowe grający wcześniej główne role w m.in. wspomnianym Gladiatorze i American Gangster. Robin Hood może poszczycić się wspaniałą obsadą, poza Crowe znaleźli się w niej Max von Sydow, Cate Blanchett, William Hurt i może mniej znany, ale jak zwykle świetny Mark Strong.

Nowy, odświeżony po niemal 20 latach Robin Hood jest filmem zupełnie innym od Robin Hooda – Księcia Złodziei z Kevinem Costnerem i Morganem Freemanem w rolach głównych jak i kultowego serialu brytyjskiego Robin z Sherwood. W filmie Scotta nie ma nic z klimatów fantastyki, nie jest to też bajka przygodowa, którą można oglądać z dziećmi. Robin Hood pokazuje średniowieczny świat brudnym i plugawym, w którym nawet sam główny bohater wspomina historię, przez którą został stracony w oczach Bogach. Nie jest to już bajkowy, krystaliczny bohater pełen ideałów dający łupnia zbirom w zbrojach.

Również sama historia opowiedziana w filmie jest inna. Robina poznajemy w trakcie wyprawy krzyżowej toczącego boje u boku Króla Ryszarda Lwie Serce. Ridey Scott opowiada nam historię Wielkiej Brytanii targanej przez wewnętrzne konflikty, bliską upadku, w obronie której, staje Robin Longstride, rycerz, który walcząc o swój kraj, staje się banitą, osobą wyjętą spod prawa.

Oczywiście nie jest to w żadnym razie film historyczny i wszystkie wydarzenia należy traktować z przymrużeniem oka. Robin Hood to nadal film przygodowy, z inną historią i zdecydowanie mroczniejszym nastrojem od poprzedniej ekranizacji i jeśli tak zechcemy go odebrać, powinniśmy wyjść z kina zadowoleni widowiskiem zafundowanym przez Scotta.

Batman

Kwiecień 20, 2010

Batman

Bruce Wayne jest tylko jeden – i jest nim Michael Keaton. Niedawno odświeżyłem sobie burtonowskiego Batmana w wydaniu na blu-ray. Pamiętałem ten film, jako dość kiczowaty, ale to młodzieńcze wspomnienia i chyba bardziej odnoszące się do drugiej części. Niedawno taki wielki był szał na Mrocznego Rycerza, jakie to niby mądre było i realistyczne, z przesłaniem i niewiadomo czym jeszcze. Dla mnie zaś nudne i charakterologicznie sztuczne, a już na pewno nie realistyczne. Zachwyt nad Heathem Ledgerem w roli Jokera… czy Jack Nicholson był gorszy? Bynajmniej.
Bruce Wayne w Batmanie jest intrygujący, można by rzec czarujący, to autentyczna postać, której nie da się nie lubić. Ma swoją mroczną stronę… mrocznego rycerza, haha, w postaci Batmana.

Jako „człowiek nietoperz” mierzy się z przestępczym światkiem i nie ma w nim skrupułów, mści się też za śmierć swoich rodziców, jest gotów zabić każdego, kto stanie mu na drodze. Nie ma w nim nic ze sztucznego superbohatera, który ani na moment nie pomyśli, by zabić swojego przeciwnika, jakiegoś podłego rzezimieszka, jak to miało miejsce w Mrocznym Rycerzu (bardzo mroczny… nikogo zabić nie potrafił).

Po drugiej stronie zaś Joker grany przez Jacka Nicholsona. Odzwierciedlenie współczesnego mafioso, gangster z krwi i kości dążący do władzy… zupełnie niepodobny do głupkowatego clowna, choć świetnie zagranego, z Mrocznego Rycerza. W tle zaś mamy Gotham, miasto choć wyglądające inaczej, przekolorwane, jak często u Tima Burtona, chociaż odzwierciedlające współczesne, chciwe, społeczeństwo.

Chociaż obrazowo Batmanowi dalej do realizmu od Mrocznego Rycerza, jest bardziej prawdziwy i naturalny przez głównych bohaterów, w charakterach których widać różne odcienie szarości, a nie jedynie czerń i biel.

Na deser zaś zostaje muzyka, która zapada w pamięci na lata oraz piękna Kim Basinger.

Wyspa tajemnic

Kwiecień 8, 2010

Wyspa tajemnic

Właśnie do kin trafiła adaptacja kolejnej powieści Dennisa Lehane – „Wyspy tajemnic” (w Polsce książka ukazała się pod tytułem „Wyspa skazańców”). Po wyreżyserowanej przez Clinta Eastwooda „Rzece tajemnic” oraz „Gdzie jesteś Amando?” w reżyserii Bena Afflecka przyszła kolej na Martina Scorsese.

Weteran kina znany z takich hitów jak „Chłopcy z ferajny”, „Kasyno”, „Aviator” czy „Infiltracja” zebrał doborową obsadę w postaci Leonardo DiCaprio (im starszy – tym lepszy), Bena Kingsleya oraz Maxa von Sydowa dzielnie wspieranych przez Marka Ruffalo.

„Shutter Island” to niewielki kawałek lądu, pełen skał, klifów, z jednym tylko miejscem umożliwiającym przycumowanie promu. Agenci federalni Teddy Daniels (DiCaprio) i Chuck Aule (Ruffalo) przybywają na wyspę by odnaleźć Rachel Solando – jedną z więźniarek zakładu psychiatrycznego znajdującego się na wyspie. A w zasadzie więzienia dla psychicznie chorych.

Od pierwszych sekund filmu czujemy grozę i wrogość miejsca, do którego przybywają główni bohaterowie. Uzbrojeni po zęby ponurzy strażnicy, nieufny i mijający się z prawdą personel… co się wydarzyło na tej wyspie i jakie kryje tajemnice. Czy prawda wyjdzie na jaw i co jest prawdą?

Przekonacie się w kinie. Naprawdę warto. Scorsese stworzył w moim odczuciu najlepszy film od czasów „Kasyna”. Zbudował mroczny klimat grozy, jakiego pozazdrościłby „Wyspie tajemnic” niejeden horror. Do tego świetne zdjęcia i przede wszystkim nastrojowa muzyka budująca napięcie od pierwszej do ostatniej sceny.

A ja wiem, dlaczego przestałem kupować „Film” (tak się złożyło, że niedawno z ciekawości kupiłem znów). Gdybym się oparł na ich recenzji, pewnie nie obejrzałbym świetnego filmu…

Szklana pułapka

Marzec 28, 2010

Szklana pułapka

Tak mnie w sumie naszło, zupełnie bez powodu, by odświeżyć sobie przygody Johna McClane’a. Nie ma świąt, okresu namiętnych emisji telewizyjnych „Szklanej pułapki” i tak trochę dziwnie czułem się sięgając po moje wydanie DVD. Niby to klasyka kina akcji, którą znamy na pamięć, ale też i film, z którym być może dopiero zapoznają się młode pokolenia kinomanów.
Film Johna McTiernana opowiada losy nowojorskiego policjanta, w którego rolę na trwałe wpisał się Bruce Willis występując w kolejnych trzech odsłonach serii.

Ale od czego się zaczęło? „Szklana pułapka” to dziś film kultowy. Posiadający prostą, niekoniecznie prawdopodobną fabułę, wyrazistych bohaterów, wartką akcję prowadzoną przez reżysera we wzorowym tempie.

Johna McClane’a poznajemy przed Świętami Bożego Narodzenia. Bohater grany przez Bruce’a Willisa nie jest co prawda na służbie, ba, nawet nie jest w Nowym Jorku, ale nie przeszkadza mu to, by stanąć oko w oko z wrogiem i ratować ludzi przed terrorystami. Ale czego się nie robi dla żony, jednej z zakładniczek wspomnianych terrorystów. W fabule nie ma miejsca na intrygę, liczy się to co najlepsze w kinie akcji. Czyli jak i kiedy główny bohater dokopie bandziorom. A „Szklana pułapka” oferuje ciekawy zestaw typów, którym sami chętnie wpakowalibyśmy serię z karabinu maszynowego. Dzięki wyrazistym schwarzcharakterom kibicujemy Johnowi od samego początku. Wszystkie postaci w „Szklanej pułapce” odgrywane są bardzo dobrze, nie ma tu głupkowatych, niepoważanych dziwactw rodem z kina akcji klasy B, narracja filmu prowadzona jest wzorowo, dzięki czemu ani na moment nie zaczynamy się nudzić.

Wszystko to sprawia, że „Szklana pułapka” jest filmem akcji, którego po prostu nie można nie obejrzeć.